Skocz do zawartości


Zdjęcie

Wieczór, w którym krem okazał się lepszy niż niejeden zakład


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 kolin777

kolin777
  • Użytkownicy
  • 65 postów

Napisano dziś, 11:10

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Od zawsze byłam sceptyczna, jeśli chodzi o kosmetyki kupowane przez internet, a już szczególnie takie, które reklamują się w miejscach, gdzie normalny człowiek szuka rozrywki, a nie kremu do twarzy. Ale życie pisze różne scenariusze, prawda? I tym razem napisało taki, że do dziś się z tego śmieję. Zaczęło się od tego, że moja koleżanka z pracy, Marta, wiecznie narzekająca na swoją suchą skórę, przyszła pewnego poniedziałku do biura promieniejąca jakby wróciła z tygodniowego urlopu na Bali. No i oczywiście cała firma chciała wiedzieć, co to za cud. A ona, zamiast odpowiedzieć normalnie, wyciąga słoiczek i mówi: „Kupiłam seora, dziewczyny, i nie żałuję ani złotówki”. Ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ta nazwa zostanie ze mną na dłużej. Pomyślałam sobie, że pewnie znowu jakaś droga marka, której nie stać mnie na codziennie stosowanie. Ale Marta upierała się, że cena jest śmiesznie niska, a jakość jak z półki premium. No to co miałam zrobić? Postanowiłam sprawdzić.

Tego samego wieczoru, po kolacji, kiedy dzieciaki już spały, a mąż oglądał jakiś mecz w salonie, usiadłam z laptopem na kolanach i wpisałam w wyszukiwarkę to jedno słowo. I wiecie co? Trafiłam na stronę, która wyglądała jak sklep z kosmetykami, ale przy okazji kusiła różnymi grami i zakładami. Normalnie bym zamknęła kartę, bo nigdy mnie do tego nie ciągnęło. Ale coś mnie podkusilo, żeby zajrzeć głębiej. Może to zmęczenie, może ciekawość, a może po prostu chęć znalezienia czegoś dla siebie po całym dniu biegania wokół innych. Przeglądałam te kosmetyki i nie mogłam uwierzyć własnym oczom — krem nawilżający za naprawdę grosze, serum z witaminą C w cenie, za którą w aptece kupuję tylko chusteczki, a do tego jakieś maski i balsamy. Wszystko wyglądało na naturalne, bez jakiś dziwnych składników, których nazw nie umiem nawet wymówić. Pomyślałam: spróbuję, najwyżej stracę kilka złotych i będę miała nauczkę. Zamówiłam zestaw na start — krem, serum i peeling. Zapłaciłam kartą, nawet nie mrugnęłam okiem, bo kwota była mniejsza niż cotygodniowe zakupy w spożywczaku.

Paczka przyszła po trzech dniach. Pamiętam, że odebrałam ją w drodze z pracy do domu, a w środku było takie miłe opakowanie, wszystko starannie zawinięte, jakby ktoś naprawdę się przyłożył. Wieczorem zrobiłam sobie małe spa w łazience. No dobra, nie jakieś wielkie spa, po prostu zamknęłam drzwi, zapaliłam świeczkę i nałożyłam ten krem. I tu muszę Wam powiedzieć, że się zdziwiłam. Po pierwsze, zapach — delikatny, nie duszący, taki naturalny. Po drugie, konsystencja — wchłonął się w minute, a moja skóra po tygodniu pracy w klimatyzowanym biurze zwykle wyglądała jak stara ściana. A tu proszę, nawilżona, miękka, po prostu przyjemna w dotyku. Serum też dało radę — rano twarz była jaśniejsza, jakoś taka wypoczęta, mimo że spałam może z pięć godzin, bo młodszy synek miał ząbkowanie. I wtedy pomyślałam: kurczę, może warto było zaryzykować. A co najważniejsze — cena. Za tyle, ile normalnie wydaję na jeden krem w drogerii, tutaj miałam trzy produkty i jeszcze zostało mi na kawę. No powiedzcie sami, czy to nie brzmi jak bajka?

Minął może z tydzień, a ja już wiedziałam, że to nie jest jednorazowy strzał. Moja skóra naprawdę się poprawiła. Koleżanki w pracy zaczęły pytać, co robię inaczej, a ja z dumą opowiadałam o https://seora.pl seora, tym razem już bez wahania. I wiecie, co jest najśmieszniejsze? Przy okazji tych zakupów zaczęłam zaglądać na inne zakładki tej strony. Nie, nie zamierzam się wciągać w hazard, spokojnie. Ale przyznam, że raz na jakiś czas, kiedy mam gorszy dzień, wchodzę tam i gram za dosłownie kilka złotych, tak dla rozrywki. Raz wygrałam równowartość mojego zestawu kosmetyków i miałam bekę, że krem się sam spłacił. Innym razem przegrałam trzy złote i stwierdziłam, że to i tak mniej niż kawa na mieście. Ale najważniejsze, że nigdy nie traktowałam tego poważnie — ot, taka zabawa przy porannej kawie, kiedy dzieciaki jeszcze śpią, a ja mam pięć minut tylko dla siebie. I choć brzmi to może dziwnie, to właśnie dzięki tej przypadkowej wizycie odkryłam kosmetyki, które na stałe zagościły w mojej łazience. Czasem myślę, że los podrzuca nam różne rzeczy pod nos, a my tylko musimy mieć odwagę po nie sięgnąć. Ja sięgnęłam i nie żałuję. Moja skóra dziękuje, portfel też, a ja mam jedną fajną historię do opowiadania przy kawie. I chyba o to chodzi, prawda? Żeby czasem zrobić coś zupełnie niespodziewanego i odkryć, że wcale nie było to takie straszne, jak myśleliśmy.


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 2

0 użytkowników, 2 gości, 0 anonimowych