Skocz do zawartości


Zdjęcie

Sztuczny ruch INSTAGRAM

Social Media Instagram

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 Wiktor66

Wiktor66
  • Użytkownicy
  • 14 postów

Napisano dziś, 12:08

Temat wraca tu co kilka tygodni, więc wrzucam to, co widzę w praktyce przy prowadzeniu profili firmowych – może komuś oszczędzi 200 zł i dwa miesiące grzebania w statystykach.

Pokusa jest zrozumiała. Nowy profil firmowy z 47 obserwującymi wygląda słabo, a pakiet 1000 followersów kosztuje tyle co obiad. Tylko że na Instagramie liczba obserwujących nie jest paliwem dla zasięgów – jest ich dzielnikiem.

Mechanizm w skrócie: post nie idzie od razu do wszystkich. Najpierw trafia do małej próbki i platforma patrzy, co ludzie z nim zrobią – dooglądają, zapiszą, wyślą znajomemu, skomentują. Dobry wynik na próbce = szersza dystrybucja. Kupione konta nie robią nic z tych rzeczy, ale od razu wchodzą do mianownika.

Na liczbach:

  • 500 realnych obserwujących, 30 reakcji pod postem → ok. 6% zaangażowania
  • ci sami ludzie, ten sam post, ale po dokupieniu 5000 kont → ok. 0,5%

Treść identyczna, sygnał dziesięć razy gorszy. W efekcie profil po zakupie dociera do mniejszej liczby realnych osób niż przed.

Do tego trzy rzeczy, o których się rzadziej mówi:

  1. Czyszczenia. Meta okresowo kasuje fałszywe konta, więc licznik i tak spadnie – tylko że wtedy w statystykach wygląda to jak ucieczka obserwujących.
  2. Zepsute dane reklamowe. Jeśli potem odpalacie kampanie na grupach podobnych odbiorców, system uczy się na bazie wymieszanej z botami z drugiego końca świata. Płacicie za gorsze targetowanie jeszcze wiele miesięcy po tym jednym zakupie.
  3. Utrata punktu odniesienia. Przy rozwodnionej bazie nie odróżnicie słabego posta od słabej publiczności, więc każda decyzja o budżecie staje się zgadywanką.

No i najbardziej praktyczne: klienci to widzą. 20 tys. obserwujących i cztery lajki pod postem to sygnał czytelny dla każdego, kto choć trochę siedzi w social mediach.

Co zamiast tego, jeśli budżet jest mały:

  • reklama z celem „wiadomości" albo „kontakt" zamiast „polubienia profilu", i wąsko geograficznie, jeśli firma jest lokalna,
  • retargeting na osoby, które już obejrzały rolkę lub weszły na profil – najtańsze konwersje są właśnie tam,
  • treści pisane pod zapis i udostępnienie, a nie pod lajka: poradnik krok po kroku, „przed i po", porównanie cen, odpowiedź na pytanie, które pada na każdym spotkaniu z klientem,
  • mikrotwórca z lokalnego rynku i 3 tys. zaangażowanych obserwujących zrobi więcej niż konto z 50 tys. przypadkowych.

Rozpisałem to szerzej u siebie na blogu, razem z tym, jak sprawdzić, czy konto (swoje albo influencera) ma sztuczne obserwacje: kupowanie followersów na Instagramie – czy to się opłaca. Zaznaczam, że to mój link, więc jeśli regulamin nie pozwala – moderacjo, kasuj bez litości.

Ciekaw jestem doświadczeń z drugiej strony: ma ktoś tu przypadek, w którym kupione obserwacje faktycznie coś dały, choćby na starcie? Bo ja spotykam głównie profile, które po takim zakupie musiały odbudowywać zasięgi od zera.


  • 0



Użytkownicy przeglądający ten temat: 3

0 użytkowników, 3 gości, 0 anonimowych